wtorek, 1 października 2019

#każdachorobazmieniażycie

Tak właściwie to nie wiem w jakim celu jednak kontynuuję tego bloga, ale czuję taką potrzebę i nie mam zamiaru odbierać sobie tej możliwości. Ciężko mi się dzisiaj pisze o tym jak wyglądają moje dni, ponieważ dzisiejszy akurat był nawet w porządku. Nie zrobiłam wszystkiego, co miałam w planach, ale zrobiłam COKOLWIEK. Tak, cokolwiek, to czasem cholernie dużo. Ludzie, którzy są w moim stanie mogą zrozumieć o czym mówię. Każdego dnia walczę, by wstać z łóżka, podnieść się i przeżyć dany mi dzień. A dzisiaj zrobiłam coś poza tym. Nawet jeśli to tylko względne posprzątanie mojego pokoju i zrobienie "pankejków" na obiad, to jest to dla mnie powód do dumy.

Ostatnie dni były katastrofą. W mojej głowie były one moimi ostatnimi dniami. Jednak jest ktoś w moim życiu, kto mi na to zwyczajnie nie pozwoli, nawet jeśli kosztem tego spędzi przy mnie każdą chwilę przez najbliższe tygodnie. Nie powiem, perspektywa spędzenia każdej chwili mojego życia z nim tylko kusiła, ale pomału zaczęło coś do mnie docierać.

Otóż to, skoro jest osoba, która walczy o mnie bardziej niż ja sama o siebie, to może warto choć spróbować?

Choroby wykańczają mnie psychicznie. Nie fizycznie. Ja psychicznie umieram każdego dnia na nowo. Żyję tylko tymi chorobami. O ile zdarza się dzień, kiedy czuję się rewelacyjnie albo chociaż dobrze, tak zazwyczaj jednak jest słabo. Z tego miejsca mówię - wiem, że ludzie mają poważniejsze choroby i dają radę, ale JA nie potrafię. Mam prawie 19 lat i od 4 lat leczę się na głupią migrenę. Tak, to ona zabija mnie każdego dnia. Mam też szereg innych problemów zdrowotnych, na które przyjdzie czas, ale wszystko w swoim czasie.

Moja najgorsza przygoda w życiu (czytaj: migrena) trwa jak pisałam wyżej - około 4 lat. Przeszłam podczas tej podróży naprawdę wiele. Zaczynałam od chwilowych, ale niesamowicie uciążliwych bóli, idąc poprzez 24 godziny tortur, na ponad tygodniowych atakach kończąc. Ostatnie były najgorsze. Nie mogłam nawet spojrzeć w bok, bo natychmiastowo kręciło mi się w głowie. Od samego rana aż do nocy chciało mi się wymiotować. Nie, to nie ciąża. To ta cholerna migrena. Odebrała mi życie. Zabiła mnie. Ja już nie jestem tą dziewczyną, co kiedyś. Nie mogę normalnie żyć. Przeszkadza mi czekolada, hałas, światło i wszystko inne. Moich najbliższych często traktuję byle jak, bo nienawidzę wszystkiego i wszystkich, kiedy mam atak. Warto wspomnieć, że oprócz tego mam nerwicę, która podkłada mi kłody pod nogi i powoduje, że nie panuje nad sobą i moimi emocjami. Płacz dotyka mnie prawie każdego dnia.


Chcę, by moja historia była prawdziwa. Chcę, by ludzie mogli dowiedzieć, że każdy przeżywa swoje dramaty i są ludzie, którzy NIE RADZĄ sobie z tym. JA do nich należę. Moja historia będzie opowieścią o tym jak wyglądają dni ludzi takich jak ja. Jednego dnia czuję, że mogę latać, a potem przez następny tydzień czuję jak mi na żywo, bez żadnego znieczulenia odrywa te skrzydła, kawałeczek po kawałeczku.


Spełnieniem moich marzeń byłoby, gdyby ten post był ostatnim, w którym narzekam. Nie godzę się na to, by choroba zmieniła moje życie, by zmieniła to kim jestem. Chcę żyć tak jak żyłam zanim mnie dopadła. Jednak póki co wiem, że to tylko marzenia. Przyjdzie dzień, kiedy pokażę wszystkim i samej sobie, że mogę żyć jak dawniej.


piątek, 5 kwietnia 2019

#odczegośtrzebazacząć

 WSTĘP

 

Długo zastanawiałam się nad założeniem bloga, który byłby odzwierciedleniem mojego życia. Nie jest to łatwe. W Internecie ludzie zazwyczaj chwalą się wszystkim, mało kto wylewa publicznie swoje żale. Zaczynając od dekoltu do pępka, idąc poprzez legginsy przypominające firankę, kawusię ze Starbucksa (jakkolwiek się to pisze) na "udanych" związkach kończąc. Niewielu jest zdolnych otworzyć się przed ludźmi i powiedzieć PRAWDĘ. 

Jestem zwykłą nastolatką, mieszkającą w jednym z większych miast i uczęszczającą do jednego z wielu liceów. Ktoś mógłby powiedzieć, że moje życie jest wspaniałe. Mam kochającą rodzinę i najlepszego chłopaka pod Słońcem. Nie brakuje mi niczego. Dla wszystkich wokół jestem nieco dziwną, ale bezproblemową nastolatką. To w jakim celu ja się produkuję i wypisuję to wszystko w Internecie? Otóż ludzie nie są tacy, na jakich wyglądają. NIKT nie jest taki na jakiego wygląda. 

Nie znam osoby, nawet wśród moich najbliższych, która wiedziałaby jak wygląda każdy dzień w mojej głowie. Ale za to ja KAŻDEGO dnia słyszę "Ty nie masz żadnych problemów" na zmianę ze stwierdzeniem "Ciebie nic nie obchodzi". 

To najgorsze rzeczy, jakie można powiedzieć nastolatce. 



#każdachorobazmieniażycie

Tak właściwie to nie wiem w jakim celu jednak kontynuuję tego bloga, ale czuję taką potrzebę i nie mam zamiaru odbierać sobie tej możliwośc...